4. dzień | 8 czerwca
Relacja powrót na górę strony - MENU

CZAS SZKOLEŃ
JEDYNE DWIE OSOBY W KRAJU są posiadaczami dyplomu Trenera Klasy Mistrzowskiej.
Obaj mieli wykłady tego dnia.
Jerzy Grycan - zdradzał tajniki TRENINGU MENTALNEGO.
Marek Rzemek sprawił swoim wykładem, ŻE WSZYSCY POCZULI W SOBIE TRENERA. Omawialiśmy pierwsze lata wyszkolenia ukierunkowanego.
Tego dnia było prawdziwie "gorące forum".


Wywiad powrót na górę strony - MENU

Z punktu widzenia zachodnich sąsiadów -rozmowa z Martinem Mewesem

- Witam. Na początek prosiłbym pana o powiedzenie kilku słów o sobie.

- Nazywam się Martin Mewes, pochodzę z Niemiec i mam 47 lat. Około piętnastu lat grałem w tenisa stołowego jako zawodnik. Podczas studiów - jakieś 20-25 lat temu zostałem trenerem, dostałem pracę. Od kilku lat jestem szkoleniowcem różnych kobiecych klubów 2. Bundesligi, a także nauczycielem na kursach instruktorskich i uniwersytecie w Marburgu.

- Jak nazywa się pana obecny klub?

- Jest to Homberger TS (2. Bundesliga).

- Czy mógłby pan opowiedzieć o swoich osiągnięciach jako zawodnik i jako trener?

- Nie odniosłem wielkich sukcesów jako zawodnik. Jeśli miałbym podać jakieś osiągnięcie, to byłby to międzynarodowy turniej studencki w Holandii, gdzie dostałem się do pierwszej ósemki. Ale to tylko zawody akademickie.
Będąc trenerem, moi podopieczni zdobyli kilka mistrzostw regionu, dobre miejsca na mistrzostwach Niemiec, ale nigdy nie udało nam się zdobyć mistrzostwa kraju, ani niczego podobnego. Od ostatniego roku pracuję z zawodnikami z wielu krajów i jest bardzo interesującym doświadczeniem poznać ich punkt widzenia i sposób myślenia. Dlatego również przyjechałem tutaj i znajduję to seminarium bardzo ciekawym.

- Co skłoniło pana, by zostać trenerem tenisa stołowego?

- Już na studiach bardzo lubiłem trenować. Może nie odnosiłem najlepszych wyników, ale pracowałem w trudnych częściach miasta, z trudną młodzieżą. Moją ideą było, by zapytać dzieci, czego one właściwie chcą i postarać się pomóc im w ich dążeniach. Jednak doświadczenie podpowiadało mi, że jeśli nie masz konkretnego planu działania, sprecyzowanego celu, nie rozwiniesz się w żadnym kierunku. Pomyślałem więc "Ok, czemu nie spróbować tenisa stołowego?"

- Jak rozpocząć trening z małym dzieckiem i jakie wprowadzać zmiany, kiedy zawodnik się rozwija?

- Podczas wykładu na seminarium mówiłem o sytuacji w Niemczech. Przede wszystkim musisz dziecko odpowiednio zmotywować. Nawet jeśli grupa młodych adeptów tenisa stołowego przychodzi na zajęcia, to nie znaczy, że się tym pasjonują. Prawdopodobnie przy pojawieniu się jakichś trudności, większość by zrezygnowała. Pasję trzeba w nich obudzić. Wtedy możesz już przejść do rozwoju właściwego. Ważnym jest też, by nie opierać całego treningu na doskonaleniu techniki gry. Dzieci nie mają na to wystarczającej koncentracji. Musisz wprowadzać elementy gier i zabaw, zmieniać ćwiczenia, by nigdy nie było nudno. Dobrze jest być kreatywnym - zawodnicy będą później bardziej otwarci na nowe pomysły. Sztywne trzymanie się planu jest dobre przy ćwiczeniach z zawodowcami, ale to zupełnie inna historia. Trzeba wprowadzać zmiany, przechodzić na zawodowstwo krok po kroku. W Niemczech nie mamy możliwości, by robić tego tak, jak w Chinach.

- Czy widzi pan różnice w metodach treningowych Niemców i Polaków?

- Tak, myślę, że tutaj bardziej staracie się od początku upodobnić trening techniczny do tego, który wdrażają Chińczycy. Przykładacie dużą wagę do wiedzy teoretycznej, natomiast w Niemczech - na początku - jest to głównie zabawa, bardziej stawia się na samą przyjemność. Myślę, że połączenie tych dwóch stylów było by dobre dla Europejczyków, pozwoliło na szanse powalczenia z krajami takimi jak Chiny.

- Jak wygląda - również od strony administracyjnej - typowy ośrodek szkolenia w Niemczech?

- Jest inaczej, niż w Polsce. Władze klubu mogą poprosić urząd miasta o salę i trenować tam za darmo. Ale tyczy się to wszystkich dyscyplin sportowych, więc czas na trening samego tenisa stołowego jest dość ograniczony. Jeśli nie mieszkasz w dużym mieście, ciężko jest o wystarczającą ilość godzin treningu. Potrzeba więc rodziców, by poświęcili swój czas i dowozili dzieci na trening do większych miast. Staram się, żeby zarząd był w dobrej formie, ale jest to coraz cięższe. Coraz mniej ludzi chce robić cokolwiek za darmo. Niektóre kluby nie mają odpowiednich zarządców. Niektóre w ogóle mają problemy z przetrwaniem. Zależy to od odpowiedniej organizacji.

- Co dzieje się z zawodnikiem, u którego widać duży talent. Czy wysyła się go do lepszego, większego ośrodka?

- W zeszłym roku byłem trenerem w regionalnym ośrodku szkolenia. W Hessen są 4 takie ośrodki. Jeśli chodzi o promień zasięgu takiego centrum, to wynosi on około 150 km. Z niektórych miejsc nie prowadzą jednak drogi szybkiego ruchu, więc czasami, chcąc dowieźć dziecko na trening, rodzice muszą spędzić 1,5 godziny w samochodzie (w jedną stronę). Jest to dosyć ciężkie. Główny ośrodek szkolenia jest we Frankfurcie. Odbyła się tam konferencja na temat wcześniej wspomnianych problemów. Kolejnym problemem jest, że trenerzy na poszczególnych szczeblach nie współpracują ze sobą wystarczająco dobrze. Trener główny może być dobry, ale organizacja nie pozwalała na połączenie sił. Więc każdy tak jakby pracuje sam. Potrzebujesz dobrze zmotywowanego trenera podstaw. Jednak jeśli wykształcony już zawodnik od niego odejdzie, trener nie ma możliwości, by odnieść sukces, mimo że pierwszy, podstawowy etap jest tym najtrudniejszym. W naszej bazie szkoleniowej mamy dobrych trenerów, ale oni robią swoje, a centrum robi swoje, więc wywiera to pewną presję i słabą kooperację. Staraliśmy się o taki ośrodek u nas, ale mieliśmy pewne problemy finansowe, nasz okręgowy związek nie pracował najlepiej i musieliśmy z tym skończyć. Teraz powstało kolejne centrum dla naszego okręgowego związku, ale trenerzy skupiają się tam tylko na 3-4 najważniejszych zawodnikach. W Niemczech jest taki system, że jeśli zawodnik reprezentacji gra w pewnym regionie, to lokalne władze związkowe z tego regionu dostają pieniądze, by móc zapłacić trenerom. Jakby Timo Boll grał w Hessen, to tamtejsze władze dostawały by pieniądze. Ten system nie działa najlepiej.

- Czy mógłby pan podać nam 3 wskazówki, jak poprawić system szkoleniowy w Polsce?

- Jestem tutaj dopiero od tygodnia, więc nie czuję się na siłach, by mówić wam, co macie robić. Myślę, że macie tu naprawde dobrze i ciężko pracujących fachowców z pomysłami - widzę to na przykład po Jurku. Jedyne co zauważyłem, to że prawdopodobnie macie problemy ze współpracą. Może jest to trochę podobne do sytuacji w Niemczech. Dziś potrzeba dobrej pracy grupowej. Nie tak jak w Chinach - "Ty musisz". Tutaj przydało by się - "popracujmy razem, osiągnijmy razem sukces". Taka sytuacja była by dużo, dużo lepsza dla zawodników, jako że tenis stołowy nie znajduje się na pierwszym miejscu. Każdy pyta czym się zajmujesz, gdzie chcesz w przyszłości pracować. Mówi się "nie da się żyć z tenisa stołowego w Niemczech", musisz więc być tym zainspirowany, mówić "Tak, ja chcę w to grać, to moja pasja!", a każdy do okoła powinien Cię w tym wspierać - "Tak! To dobrze, że uprawiasz ten sport!". Zdając się na moje doświadczenie, radzę pracować nad kreatywnością i odpowiednią rozgrzewką. Wiedza techniczna jest u was na wysokim poziomie. Jeśli inni trenerzy nauczą się czegoś nowego, ważne jest, by pozostać w kontakcie i informować się na bieżąco.

Rozmowę przeprowadził
i przetłumaczył

Stefan Wójcik


Galeria zdjęć powrót na górę strony - MENU

fotofot. Ireneusz Konobrodzki

foto

foto

foto

Integralny tenis stołowy dowiedz się więcej...
Jerzy Grycan
("Table Tennis")
Ul.Zarzecze 124a
30-134 Kraków
Tel. +48 696 557 718

E-mail: jerzy@integralnytenisstolowy.com

www: www.integralnytenisstolowy.com

Noclegi i wyżywienie: Waldemar Czapski
Tel. +48 502 379 512

E-mail: w.czapski@op.pl

www: www.spts.com.pl

1. dzień | 5 czerwca
2. dzień | 6 czerwca
3. dzień | 7 czerwca
4. dzień | 8 czerwca
5. dzień | 12 czerwca
6. dzień | 13 czerwca
7. dzień | 14 czerwca
8. dzień | 15 czerwca
9. dzień | 19 czerwca
10. dzień | 20 czerwca
11. dzień | 21 czerwca
12. dzień | 22 czerwca